niedziela, 13 marca 2016

Koniec z Zumbą

     W związku z tym, że wiele osób zadaje mi pytanie, dlaczego przestałam prowadzić Zumbę, postanowiłam wszystko wyjaśnić tutaj ;)
     Powodów było kilka, najważniejsze jednak wiążą się z moim rozwojem i chęcią dążenia do czegoś więcej. W pewnym momencie poczułam, że stoję w miejscu i że muszę to w jakiś sposób zmienić.

Uwaga dużo czytania przed Wami ;)

Po kolei:
     Zumba to taka forma ruchu, która pozwala nam troszkę się zapomnieć, pomaga nawiązać nowe kontakty z ludźmi i otworzyć się na świat. To wszystko prawda, aczkolwiek w moim wypadku, wszystko, pojawiło się dopiero w momencie kiedy zaczęłam być instruktorem. Faktycznie, poznałam wiele wspaniałych kobiet, z częścią z nich nawiązałam stałe relacje, które zamieniły się w pewnego rodzaju więź. Zdecydowanie stałam się bardziej otwartą i wyluzowaną osobą, Nauczyłam się cieszyć z wielu rzeczy, o których kiedyś nawet nie myślałam. Zrzuciłam parę kilogramów, nauczyłam się lepiej ruszać, poznałam nowe rytmy i formy tańca. Wszystko to dała mi właśnie Zumba.

I Mini Maraton w Wołczynie z Wiolą Lewandowską :)

     Niestety nie zawsze wszystko jest piękne i tak samo było w tym wypadku. Mimo, że jest to fajna odskocznia, teraz kiedy bardziej interesuję się sportem, powiedzmy na poważnie, wiem że nie do końca jest ona dobrą formą ruchu.
I tak, przez Zumbę niestety , bardzo zniszczyłam sobie kolana. Prowadzenie zajęć po 8 godzin w tygodniu, do tego uczestniczenie i organizowanie maratonów, nie za bardzo pozwalało mi na oszczędzanie własnego ciała.

  
I Maraton w Wołczynie

Maraton w Lublińcu

Maraton z Izą Kin w Kluczborku

Wiele razy mimo bólu stawów prowadziłam zajęcia, co później kończyło się bardzo źle. Ile razy miałam sytuację, że nie potrafiłam wstać z łóżka rano, to już nawet nie pamiętam. Niestety wszystkie skoki, niekontrolowane wygięcia stawów, to wszystko doprowadziło do tego, że teraz nie mogę dłużej siedzieć ze zgiętymi kolanami, bo po chwili od razu czuję ból. Prawda jest taka, że my instruktorzy nawet nie dowiadywaliśmy się na szkoleniu o takich podstawowych sprawach, jak choćby najważniejsze błędy w wykonywanych ruchach. Dlaczego? Ano dlatego, że w trakcie zajęć nic nie pokazujemy, tylko uczestnicy mają po nas powtarzać. Bez sensu, ale tak to działa. Sama orientowałam się w temacie i dlatego jak tylko mogłam, aczkolwiek głównie na zgrzewce, krzyczałam do pań co i jak powinny robić. Ale to niestety tylko kropla w morzu...

     Kolejna sprawa - po zajęciach zawsze byłam cała mokra. Nie wszędzie miałam możliwość odczekania i wysuszenia się choć odrobinę, więc wychodziłam często mokra na deszcz, wiatr czy mróz. Oczywiście starałam się zawsze pozasłaniać, ale to nie wiele pomagało. Notoryczne przeziębienia - zawsze niedoleczone, doprowadziły w końcu do tego, że wylądowałam w łóżku na miesiąc. Mój organizm w pewnym momencie był już tak wymęczony, że po prostu nie byłam w stanie zrobić nic, poza podniesieniem głowy, żeby napić się wody i połknąć leki.
Oczywiście jak się w końcu wyleczyłam, wróciłam do prowadzenia zajęć i znowu to samo - przeziębienia i wymęczenie organizmu. Skutkiem tego wszystkiego jest astma wysiłkowa, która zaczęła męczyć mnie jakieś 2 lata temu. Duszności, kaszel, brak tchu przy drobnych czynnościach, takich jak wchodzenie po schodach, czy nawet rozłożenie deski do prasowania! - dla mnie masakra. Na zajęciach wiele razy inhalowałam się żeby złapać trochę tchu i w miarę normalnie funkcjonować.
Bardzo źle się wtedy czułam, no ale zajęcia starałam się mimo wszystko prowadzić (z pomocą Kasi, za co dziękuję :* ), bo widziałam jak wiele radości dawałam innym ludziom jak i sobie z resztą też ;)

Ze świetnymi instruktorkami (od lewej, na górze) - Agatka Hojeńska, Sandra Malitowska, Ja ;), Kasia Szadkowska i Ola Blana

     Tyle jeśli chodzi o stracone zdrowie.
Były też inne powody - prowadziłam zajęcia w mojej malutkiej miejscowości i w okolicach. W sumie prawie 4 lata. Początki - rewelacja, szaleństwo. Ludzi było tyle, że czasem na salach brakowało miejsca.

Zajęcia w Wołczyńskim Ośrodku Kultury

Master Class w Byczynie

W Byczynie stała liczba osób uczestniczących sięgała 30-40 osób, w Wołczynie rekordowa liczba to 65, z czego na stałe utrzymało się około 30-40. W innych miejscowościach - najczęściej okolicznych wioskach, około 20 osób. I tak przez pierwsze 2 lata. Trzeci rok jeszcze się w miarę utrzymywał, w Byczynie ilość spadła do około 20 osób. Standardowo w okolicach kwietnia, zajęcia wszędzie się kończyły, bo wiosna zachęcała do siedzenia na świeżym powietrzu, co doskonale rozumiem :) (kocham słońce!). Ostatni rok, czyli 2015 zadecydował o mojej rezygnacji. Przeprowadziłam się, musiałam dojeżdżać, co wiązało się z większymi kosztami i z większą ilością utraconego czasu, którą musiałam poświęcić na dojazdy. Nadal część pań była chętna, ale niestety koszty były za duże, więc uznałam, że powoli czas kończyć, tym bardziej, że i tak już od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad sensem dalszej działalności i coraz częściej dochodziłam do wniosku, że chyba pora powoli dać sobie spokój. Czułam się tak jakbym się wypaliła. Nadal bardzo lubiłam jeździć na zajęcia i bawić się z całą grupą, jednak czegoś mi brakowało. Nie boję mówić się o tym, że powoli zaczynałam mieć dosyć - absolutnie nie ludzi, czy samych zajęć, raczej ich formy - jakby nie patrzeć, to cały czas te same kroki, te same rytmy, ten sam styl. Nie dziwię się, że tak wielu instruktorów rezygnuje z prowadzenia Zumby. Poza tym, chętnych uczestników też jest mniej niż kiedyś.
Wiem jednak, że przez długi czas, bo 4 lata to sporo, moje zajęcia cieszyły się popularnością, co dawało mi niewiarygodne szczęście i była to dla mnie zawsze największa nagroda - uśmiech babeczek i to, że chciały do mnie przychodzić :) Właściwie, głównie to trzymało mnie przy utrzymywaniu prowadzenia Zumby. Wszystkie te panie, które do mnie przychodziły - moje kochane, uśmiechnięte kobietki :)



Po pewnym czasie, pojawiła się jeszcze jedna ważna rzecz - niedosyt. Ciągle czułam się jakbym w sumie nic nie ćwiczyła. Cały czas czułam się tak, że niby ćwiczę, ale nie do końca.
Szkolenie Zumba, to niestety jak dla mnie straszna porażka - ukończyć je może każdy, nawet osoba z ulicy, która w życiu nie miała nic wspólnego, ani z tańcem ani z fitnessem. Płaci sporą sumę i po dwóch dniach dostaje papier, bez egzaminu, bez sprawdzenia. Na szkoleniu, na którym byłam z około 60 osób tylko 3 osoby, w tym ja, zajmowały się na co dzień tańcem... około 10 osób nawet nie było ani razu na zajęciach Zumba, zanim przyjechały zrobić szkolenie. W duchu skakałam z radości wiedząc, że miałam wcześniejsze prawie 10 letnie doświadczenie w tańcu. Część osób, kompletnie nie wiedziała co mają ze sobą robić. Fajnie się bawili, ale jak ktoś taki później zostaje instruktorem i prowadzi zajęcia z ludźmi, to nie rozumiem...No, ale to tylko takie moje spostrzeżenia. Dlaczego o tym mówię - otóż, mój niedosyt był być może spowodowany trochę też tym, że nie do końca byłam zadowolona ze szkolenia. Lubię jak coś kończy się w taki sposób, że czuję że na coś zasłużyłam i np. zdałam egzamin. Tutaj po żadnym szkoleniu nie było na zakończenie nic, pomijam już dodatkowe kursy internetowe, robione o tak sobie, po prostu, bez jakichkolwiek konsultacji... W pewnym momencie zrozumiałam, że to jest po prostu biznes - szefostwo zumbowe trzepie kasę na instruktorach. Za każde szkolenie musimy płacić (ok, to jest zrozumiałe), ale dlaczego płacimy co miesiąc licencję? Tak, zaraz ktoś powie - bo dostajemy płyty z muzyką i choreografiami - owszem, szkoda tylko, że mało który instruktor z nich korzysta. Ja przez 4 lata prowadzenia zajęć wykorzystałam może z 10-15 utworów, a choreografii może z 7.
Zostając instruktorem tańca czy fitnessu, stajesz się nim dożywotnio, a tutaj, po zaprzestaniu opłacania składek Zinowskich (licencji), instruktorem już nie możesz się nazywać. Jaki to ma sens? Ano taki, że inaczej na instruktorach nie dałoby się zarobić. No i to był kolejny powód, który mnie niestety irytował. Owszem mogłam to olać i zacząć prowadzić zajęcia takie same, ale pod inną nazwą, np latino dance, co robi masa instruktorów, ale nie, ja taka nie jestem. Jeżeli są jakieś zasady, to albo ich przestrzegam, albo rezygnuję. W tym wypadku zrezygnowałam.

I ostatnia sprawa - kiedyś Zumba była formą spędzania czasu, mobilizacją do jakiegokolwiek ruchu. Fajne kroczki, fajna muzyka, zabawa itd. To były zajęcia, jak fitness. Później coraz więcej osób zaczęło robić z tego jakieś dziwne atrakcje. Występy, które później zmuszały nas instruktorów do promowania Zumby pokazując się w idiotycznych podskokach fitnessowo-tanecznych na dożynkach, czy innych zupełnie nie pasujących do tego imprezach. Sama to robiłam, bo wiem, że nie bardzo powinnam była odmawiać, jeśli ktoś mnie o taki występ prosił, ale nie czułam się z tym jakoś rewelacyjnie, ponieważ uważam, że bez sensu jest pokazywać fitness w podobny sposób jak np. prezentację tańca. Co fajnego jest w oglądaniu banalnych kroków, skaczącej baby w dresie? Na imprezach tego typu, rzadko kiedy ktoś chciał bawić się wspólnie z nami. Większość ludzi stała i czekała, aż to się skończy. Przynajmniej takie miałam wrażenie...
Zumba pojawiła się wszędzie - w telewizji, w teledyskach disco polo (tego chyba nie mogę przeżyć najbardziej), w klubach, na imprezach, no wszędzie. Bałam się lodówkę otworzyć... A to przecież miała być forma zajęć ruchowych... Trochę w słabym kierunku to uderzyło, i wiem, że wielu osobom to nie przeszkadza, ale dla mnie to wszystko poszło w nie do końca dobrą stronę. Co za dużo to niezdrowo.

Pokaz - Dni Wołczyna

Teraz jednak nie jest to już istotne, teraz jest plan, poważny plan na realizację samej siebie. Planuję wrócić do prowadzenia zajęć, jednak "prawdziwych" zajęć sportowych, mocno wysiłkowych, takich, które dadzą prawdziwe efekty i zachęcą Was do zdrowego odżywiania i zdrowego stylu życia. Przygotowuję się intensywnie trenując, ucząc się i szkoląc jak należy, Tym razem przejdę szkolenie zakończone egzaminem takie, które da mi w pełni świadomość tego, że będę wiedziała co i jak mam robić na zajęciach. Będę wiedziała jak Wam pomóc, jak Was wesprzeć i zmotywować do tego, by lepiej i zdrowiej się czuć i przy okazji świetnie wyglądać.

zdjęcie - http://sylwetka-idealna.blogspot.com/

Poza tym bardzo intensywnie chcę zająć się tańcem orientalnym, który daje mi naprawdę wiele radości i satysfakcji :) POLECAM ;)

Pokaz w Będzinie - fuzja tańca orientalnego z tańcem irlandzkim

Na koniec dodam tylko jedno - to co wyżej napisałam, absolutnie nikogo nie ma zniechęcić do uczestniczenia w Zumbie - to są moje spostrzeżenia, jako instruktora, a nie uczestnika, co nie zmienia faktu, że jest to fajna forma zajęć, oderwania się od rzeczywistości i jeśli pomaga Wam w tym, aby się ruszać, bawić i uśmiechać, to jak najbardziej zachęcam. Jeśli jednak chcecie osiągnąć coś więcej, ćwiczcie też inne rzeczy, bo sama Zumba poza uśmiechem nie wiele Wam da, może zrzucicie parę kilogramów, które później i tak przestaną Wam spadać, ale nie wyrzeźbicie ciała i nie wykształtujecie mięśni. Tyle na ten temat z mojej strony ;)

Oczywiście na koniec dziękuję wszystkim, którzy chcieli bawić się na moich zajęciach. Dzięki Wam przeżyłam naprawdę fajne 4 ostatnie lata! :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz