wtorek, 16 września 2014

Start

Długo zastanawiałam się czy zakładanie tego bloga ma sens. W końcu doszłam do wniosku, że tak.
Nie jest to blog z radami, nie jest stworzony też po to, by sugerować ludziom co mają robić, by lepiej się poczuć, czy zgubić zbędne kilogramy. Zaczynam prowadzić go głównie dla siebie, co nie zmienia faktu, że miłe będzie to, kiedy okaże się, że komuś coś się przyda :) Ma być moją (i być może Twoją) motywacją i tyle. 
Dlaczego zaczynam? dlatego, że źle się czuję we własnym ciele. Wiele osób powie mi - daj spokój świetnie wyglądasz, ale nie o to chodzi. To ja źle się czuję i ja uważam, że gorzej wyglądam. Dużo osób powie też - przecież ciągle ćwiczysz, jesteś szczupła, bla bla bla. Wiem, że nie jestem ogromną osobą, która ma spory problem z nadwagą. Wiem jednak również to, że przez ostanie dwa miesiące przytyłam prawie 8 kg! Mam 164cm wzrostu i wagę 63,4kg. Jeśli nic nie zacznę ze sobą robić, będzie coraz gorzej.


Dwa miesiące temu ważyłam niespełna 56kg - wtedy czułam się idealnie i do tego chcę wrócić. Kilka rzeczy jednak od tego czasu się zmieniło. Przede wszystkim, dopadła mnie alergia i astma wysiłkowa. Niestety leki, które biorę powodują większe łaknienie, co za tym idzie - dupa rośnie ;) Zżerałam takie ilości słodyczy, że momentami nie wierzę, że było to w ogóle możliwe. Rozleniwiłam się jak nigdy. Zawsze uprawiałam jakieś sporty - głównie taniec. Jestem instruktorem Zumby oraz Belly Dance. Niestety wakacje mi nie służą. Po prostu brak ruchu powoduje, że z czasem odechciewa mi się ruszać kompletnie. Na szczęście wakacje za mną i czas wrócić do pracy. Od wczoraj rozpoczęłam swoją "kurację". Przede wszystkim zmieniam razem z moim narzeczonym dietę. Odrzucam większość cukrów, rezygnuję z dużej ilości niepotrzebnych węglowodanów. Wszystkie napoje (poza kawą) już jakiś czas temu zastąpiłam wodą i tego będę się trzymała. Wczoraj powiedzmy, że wystartowałam, chociaż za bardzo mi nie wyszło, ponieważ cały dzień byłam poza domem, ale i tak nie było źle. Zaczęłam od płatków owsianych z siemieniem lnianym. Zalałam je wodą, dodałam trochę mleka i nic więcej. To było straszne. Pierwszy raz w życiu cofało mi się w trakcie jedzenia :D i to tylko dlatego, że nie dodałam jak zwykle miodu. Powiedziałam sobie - zero cukru, przynajmniej przez jakiś czas. Na siłę wciągnęłam całą miseczkę. Na koniec poczułam się jakbym przeniosła góry! Dumna! :D
W ciągu dnia niestety jedyny posiłek do jakiego miałam dostęp, to jajko ugotowane na twardo i ciemne pieczywo, więc chapnęłam co miałam. Wieczorem po powrocie do domu zjadłam pomidorka z jogurtem naturalnym i z żalem, że nie ma więcej batoników poszłam spać ;)
Dziś o dziwo trochę lepiej się czuję :) Poranek był wspaniały - obudziłam się o 7 rano ( z reguły mój dzień rozpoczyna się o 9:30) i co ciekawe czuję się rewelacyjnie :D Śniadanie udane - było wszystko - białko, niewielka ilość węglowodanów, trochę tłuszczu i warzywa. Wszystko popchnęłam pyszną kawką z niskoprocentowym (0,5%) mleczkiem. 



Drugie śniadanie składać będzie się z banana, płatków owsianych, żurawiny i jogurtu naturalnego. Na obiad surówka + pieczony kuraczek. Podwieczorek - brzoskwinie i jabłka, a na koniec dnia wciągnę sobie rzodkiewkę z twarożkiem. Takie plany na dziś. Poza tym trochę ruchu - czas zacząć przygotowania, w końcu za tydzień zaczynam Zumbę i Belly. Jutro pierwsze dodatkowe zajęcia, na które postanowiłam się zapisać. Sama prowadzę 2 zespoły Belly Dance, w jednym z nich, również od tego roku, zaczynam tańczyć. Dodatkowo zapisałam się na zajęcia, które prowadzi ktoś inny, a nie ja - taki odpoczynek dla umysłu ;)

4 komentarze: